Teatr Ludzi Upartych     ul. Wojska Polskiego 13, 87-800 Włocławek, tel. 54 231 47 60
szukaj w serwisie:

UPARCIUCHY   01 kwietnia 2011, 14:47
Teatr Ludzi Upartych. Do brzmienia tej nazwy musiałem długo się przyzwyczajać. Najpierw wydawała mi się mało teatralna, potem nieco pretensjonalna. Od paru lat nie wyobrażam sobie, żeby nasz zespół mógł nazywać się inaczej. Uparci- ludzie, którzy na przekór modom, na przekór czasom dla teatru nieżyczliwym, na przekór konkurencji wszystkich tych cudownych i nieobliczalnych elektronicznych gadżetów, uparli się tworzyć i KOCHAĆ Teatr. Upór ten trwa już blisko 60 lat i nic nie wskazuje na to, że może się skończyć.

Bywają w moim życiu takie chwile- dzieje się to najczęściej wtedy, gdy kończę pracę nad kolejną premierą- kiedy siadam wieczorem za biurkiem i oglądam zdjęcia upartych sprzed lat. Tych z czasów Gniazdowskiego, Kielocha, Manowskiego, i tych, którzy są szczególnie bliscy mojemu sercu, bo miałem radość z nimi pracować. Zdjęć są tysiące, twarzy- setki. Niektóre zdjęcia są zatarte, twarze na nich spłowiałe, ale nawet na tych najmniejszych, czarno- białych fotkach "z ząbkami" na brzegach jeden szczegół jest wspólny: oczy wszystkich upartych błyszczą, uśmiechają się. Widać, że scena dawała i daje im szczęście.

Międzynarodowy Dzień Teatru pozwala na chwilę głębszej zadumy; co tam "pozwala"?- on do tej zadumy nieomal zmusza. Myślę wtedy, że teatr nie tylko daje szczęście- on pozwala je rozdawać. Kiedy czujesz na twarzy ciepły oddech widowni, łowisz uchem jej szmery, kiedy oni śmieją się, bo potrafiłeś ich rozbawić, albo płaczą, bo potrafiłeś ich wzruszyć, czujesz, że rosną ci skrzydła, że za tę jedną jedyną chwilę oddałbyś tysiąc innych.

Czterdzieści kilka lat temu Gniazdowski, "Dziadek" podarował mi pierwszą taką chwilę w życiu, potem następne, dziś jestem szczęśliwy, kiedy ja mogę to uczynić dla innych. Stoję w kulisach i patrzę na "moich" upartych. Widzę, jak fruną na niewidzialnych skrzydłach. Frunę wtedy wraz z nimi. Czuję ból, kiedy ktoś z "czystej ludzkiej" zawiści te skrzydła im podcina. Staram się wtedy kleić je i łatać. Najgorszą chandrę mam wtedy, gdy wiem, że czegoś nie dopatrzyłem, coś przez to razem sknociliśmy. Szczęście, że chwil radosnych bywa- jak dotąd, odpukać!- znacznie więcej.

Radosny był ubiegłoroczny Dzień Teatru, bo mogliśmy - po raz pierwszy w historii zespołu - nagrodzić tych, którzy dla włocławskiego teatru zrobili tak dużo. Podzieliliśmy te nagrody na Uparciuchy i Superuparciuchy. Pierwsze dostawać będą co roku teatralni pasjonaci działający poza naszym zespołem, te drugie ludzie zasłużeni dla Teatru Ludzi Upartych.
Laureatów ubiegłorocznych Uparciuchów i Superuparciuchów już przedstawialiśmy, pora na tegorocznych. Superuparciuchy dostali: Dorota Główczyńska, Grażyna Junczys i Piotr Wysocki, Uparciucha: Wanda Mróz.

Dorota jest od lat "nadworną" scenografką Teatru "Skene" i Teatru Ludzi Upartych. W określeniu scenografka w jej przypadku kryje się właściwie wszystko, co widać na scenie. Scenografia (od projektu- do wykonania), kostiumy, rekwizyty. Ba! Nawet plakaty, afisze, ulotki itp. Nie mamy milionów na materiały, więc Dorota musi wytężać ustawicznie całą swą diabelską pomysłowość, żeby zrobić coś z niczego. Dla mnie przykładem tej pomysłowości pozostaną na zawsze królewskie wachlarze, które w sklepie były tylko... grabiami do liści i nakrycie głowy pana Jourdain zrobione z... abażura do nocnej lampki. Dorota kocha teatr i to widać.

Grażyna jest związana z Teatrem Ludzi Upartych od 30 lat. Wyznała to publicznie, więc i ja tego faktu nie ukrywam. Superuparciuch nie jest jednak nagrodą za jubileusz. Jest nagrodą za niezwykle aktywną i twórczą obecność Grażyny w zespole. Grała przez 30 lat wszystko, co do grania dostała. Role główne i tytułowe, ale także epizody i epizodziki. To prawdziwa radość dla reżysera: aktor, który nie przebiera, nie robi fochów, z entuzjazmem przyjmuje każdą propozycję i z równym entuzjazmem pracuje. Grażyna ma czerwone włosy, równie płomienny temperament i energię, którą trzeba raczej hamować, niż rozbudzać. To kolejny wielki, teatralny dar.

Piotrek przez lata - długie!- "robił za dyżurnego, upartego amanta". Tak wrastał w ten wizerunek, że nawet prywatnie chodził wyprostowany jak świeca i nosił wyłącznie garnitury. Zrobiliśmy wspólnie dwie premiery: "Anię z Zielonego Wzgórza" i "Oświadczyny". W roli Mateusza jeszcze trochę "amancił", choć walczyłem z nim zażarcie, w roli Stiepana dał się przekonać, że prawdziwe aktorstwo zaczyna się od ról charakterystycznych. Tak "połamaliśmy" zewnętrznie i wewnętrznie tę postać, że wieloletnia koleżanka Piotra poznała go dopiero po premierowych ukłonach, kiedy przemówił swoim "prywatnym" głosem. Niestety, nauka (Piotrek, bój się Boga! W tym wieku?) i praca nie pozwoliły mu pozostać w "upartych" po "Oświadczynach". Myślę jednak, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i może uda nam się spotkać we wspólnej pracy na scenie?

Wanda Mróż- nauczycielka, nawet dyrektorka jednej z lipnowskich szkół, czyli osoba poważna i odpowiedzialna. Na zewnątrz! W środku- człowiek teatru z krwi i kości. Potrafi w niewielkim Lipnie znaleźć młodych ludzi, którzy stawiają teatr ponad komputer, internet i dyskoteki. I robić z nimi prawdziwy teatr. Przez lata stykałem się z jej wychowankami na konkursach recytatorskich, pierwsze przedstawienia teatralne, które wyszły spod jej ręki zobaczyłem rok, czy dwa temu. Nie mogłem przejść obok nich obojętnie. Kiedy parę miesięcy temu zobaczyłem w jej szkole salę teatralną z prawdziwego zdarzenia pomyślałem: teatr jest dla niej ważny, pewno najważniejszy. Pani Wanda Mróz nie upoważniała mnie do tego, żebym zdradzał ile lat trwa już ten jej "romans z Melpomeną", powiem więc tylko tyle: trochę dłużej, niż moja znajomość z jej teatrem.

Uparciuchy i Superuparciuchy nie były jedynymi nagrodami w tym wyjątkowym dla ludzi sceny dniu. Prezydent Włocławka nagrodził: Dominikę Eichberger, Magdę Celmer, Henryka Michalaka i Jana Polaka. Dyrektor Teatru Impresaryjnego wręczył listy z podziękowaniami: "Bomilli", Bursie z ul. Mechaników, IV LO im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i Zespołowi Szkół Katolickich im. ks. Jana Długosza. Święto, ozdobione ostatnią premierą "upartych": "Mistrz i Małgorzata", odeszło do historii.

Przed nami dni powszednie, ale powiem wam w tajemnicy, one w teatrze nadzwyczaj często bywają ...świętem!


dodał:Paweł   |   skomentuj: 0

S T A R T
  REPERTUAR
  LUDZIE TEATRU
  HISTORIA
  PRZEDSTAWIENIA
  NAGRODY I WYRÓŻNIENIA

  KONTAKT

JAN POLAK


TEATR IMPRESARYJNY


NA FORUM...


NEWSLETTER
Nowości na Twój mail!
  Teatr Ludzi Upartych © Wszelkie prawa zastrzeżone. 2008-